6 „Grzeszków” początkującej mamy

„Grzeszków”, które popełniłam nie mogłabym nazwać błędami, bo przecież wszystko, co mama robi dla swojego dziecka to z miłości. Jest jednak kilka rzeczy z początków mojego macierzyństwa, których przy kolejnym maluchu nie popełnię dla dobra własnego samopoczucia. Co to takiego? Dla siebie na przyszłość i wszystkich wkraczających na drogę macierzyństwa kobiet przygotowałam listę „grzeszków” początkującej mamy.

Wychodzenie na spacer, w czasie drzemki

Dwa miesiące potrzebowałam, aby zrozumieć, że na spacerze jestem dla dziecka, a więc dlaczego ma na nim spać? Oczywiście wyjścia „na śpiocha” z pewnością w pierwszych miesiącach są mniej dramatyczne. Znienawidzony przez maluchy moment ubierania i pakowania do wózka, może i jest okupiony potokiem łez, który z każdym kolejnym krokiem ustaje. Teraz na spacery wychodzimy po drzemce i karmieniu. Zuzia rozgląda się, chwilę bawi się sama, potem szuka kontaktu ze mną, lubi złapać za palec, a czasem przy okazji spaceru wpadnie dodatkowa drzemka. Warto być aktywnym wtedy kiedy maluch jest aktywny. A spokojny spacer z aktywnym, nieśpiącym maluchem jest możliwy, z kolei czas poświęcony na drzemkę w domu już mama wiem jak zagospodarować.

„Zrobię to jak dziecko pójdzie spać”

Czyli wieczne nigdy! Nie odkładam gotowania, sprzątania, zakupów, a nawet fryzjera na czas drzemki Zuzinki. Są takie dni, że ten „czas” może nie nadejść, a frustracja sięgnąć zenitu. Ku mojemu zaskoczeniu Zuzia uwielbia, gdy uruchamiam robota, okap kuchenny czy suszarkę. Te dźwięki ją zadziwiają i przez jakiś czas szuka ich źródła, potem chwilę pomarudzi, zakwili, a gdy już tym wszystkim się zmęczy przy szumie po prostu zasypia. Poza tym, gdy mama jest spokojna dziecku udziela się ten nastrój, a od spokoju już niedaleko do drzemki. Co w przypadku dni, gdy malucha nie da się odłożyć? Wtedy też nie rezygnuję z koniecznych czynności, choć nie ukrywam staram się je ograniczyć do minimum tak, aby poświęcić Zuzi czas jakiego potrzebuje. Ratuję się wtedy chustą kółkową (najszybsza i najprostsza w zakładaniu), koszem mojżesza na kółkach, który krok w krok podąża za mną. Często
w tym całym zgiełku dźwięków i szurania kółek kosza sama nie wiem, kiedy Zuzinka zasypia.

     

Reagowanie na każdy dźwięk

Tryb permanentnego czuwania może zrujnować nawet najsilniejszy organizm. Oczywiście w pierwszych tygodniach to naturalne – nowa sytuacja, obawy i strach – wszystko potrzebuje czasu, z biegiem którego warto się uodpornić. A gdyby się to nie udało sięgnąć po pomoc w postaci monitora snu, elektrycznej niani z funkcją video, gadżetów, które przywrócą spokój. U nas na początku świetnie sprawdziła się video niania Lionelo Babyline 7.1, która dała mi poczucie bezpieczeństwa i wewnętrznego spokoju przebywając w innym pokoju.

Unikanie płaczu

„Byle nie płakała”. Natychmiast reagowałam na każdy płacz, który na początku paraliżował. Pełny brzuszek, sucha pieluszka, a więc o co chodzi? Czasem o przytulanie, czasem o odbicie po jedzeniu, które nie zawsze następuje bezpośrednio po. Płaczem Zuzia komunikowała, że potrzebuje pionizacji do odbicia po jedzeniu bądź krótkiego masażu brzuszka, który jeszcze nie najlepiej radził sobie z trawieniem i metabolizmem. Płacz to też u nas sygnał wieczornego zmęczenia i rychłego snu. Warto pamiętać, że płacz kilkumiesięcznego malucha ma całkiem sporo zalet – pomaga oczyścić nos, nawilża oczy, a przede wszystkim to jedna z niewielu na razie aktywności jakie umie wykonywać maluch, aby się zmęczyć przed snem.

Im mniej śpi w dzień, tym lepiej będzie spało w nocy

To mit, z którego szybko trzeba się wyleczyć. Do dwóch miesięcy panował u nas tryb dnia 2/2: 2 godziny aktywności, 2 godziny snu i tak na zmianę. Z kolei w nocy pobudki były równiutko, co 3 godziny. Z wiekiem pory drzemek w dzień się skróciły, a i noce udawało się przespać. Z takim maluchem nie ma stałego schematu. Zuzince drzemka ok. 17:00 w zupełności nie przeszkadza, aby o 19:00 zapaść w sen nocny i odwrotnie aktywny dzień praktycznie bez dłuższych niż 30 minut drzemek potrafi zakończyć się sporymi kłopotami z wieczornym zasypianiem. Wszystko jest wypadkową samopoczucia w danym dniu, dojrzałości układu pokarmowego malucha, etapem rozwoju czy po prostu charakterem dziecka.

Proszenie o pomoc

„Moja dziecko to moje zdanie”. Ta bardzo krzywdząca myśl zablokowała mnie na początku w proszeniu o pomoc dziadków czy odwiedzających bliskich. Jeżeli ktoś z nich sam nie zauważył, że potrzebuję pomocy to jak kotwica
w mojej głowie tkwiło, że płacz i marudzenie mojego dziecka to moje zadanie i obowiązek, którym nie powinnam obarczać innych. Nie pytajcie skąd to się wzięło w mojej głowie, bo po prostu nie wiem. Dziś uważam to za „najśmieszniejszy grzeszek”, który popełniałam, a podsuwanie Zuzi dziadkom to najlepszy pomysł na złapanie
5 minut oddechu czy chwili z mężem. Wiem, że dziadkowie też na takie momenty czekają, aczkolwiek bez naszej inicjatywy czy prośby nie chcą ingerować w wychowanie Zuzi i to też u nich szanuję. 

CIEKAWA JESTEM, TWOJEGO „GRZESZKU” JAKO POCZATKUJĄCEJ MAMY,
Z KTÓREGO TERAZ SIĘ PEWNIE  ŚMIEJESZ?

ZOBACZ TAKŻE