Trochę mniej tu i trochę mniej teraz

Czy warto „tu i teraz” traktować aż tak dosłownie? 100% siebie w pracy, 200% w domu, a spotkania, które do niedawno sprawiały radość zamieniają się w wyścig zombie! Dziś na blogu opowiadam jak musiałam zmienić intensywność swojego życia, aby usłyszeć siebie i zaspokoić głód serca.

               

Trochę mniej tu

Miejsce – jakie ma znaczenie Kraków czy Skarżysko Kamienna, domek nad jeziorem czy mieszkanie z widokiem na park?
Z dzisiejszej perspektywy ogromne, w przyszłości – żadne! Przykładanie nadmiernej do niego wagi potrafi wywoływać dziki entuzjazm lub doprowadzić do rozpaczy. Skupiona uwaga na jednej z dwóch skrajności wyczerpuje życiowe baterie, a pełna koncentracja myśli przyprawia o ból brzucha. Na każdej długości i szerokości geograficznej można być szczęśliwym, gdy w płucach nabiera się głęboki oddech, serce pracuje w swoim rytmie, a samopoczucie wewnętrzne spójne jest z bijącym spokojem na zewnątrz.  Czasem ktoś szepnie: jesteś jakaś inna, ale wewnętrzny balans sprawia, że nie zastanawiasz się – to dobrze czy źle. Ty to już wiesz, już go masz w ręku – to dystans do ludzi i miejsc!

Zmiana miejsca zamieszkania, pracy, okazjonalne wyjazdy to pokazuje w 360 stopniach miejsca, w których nie chcemy być i w których pragniemy się jeszcze pojawić. Racjonalne podejście i dystans sprawiają, że mamy taką szansę w przyszłości. W innym wypadku z czarnej rozpaczy nad miejscem, które utraciliśmy lub miejscem,
w którym tkwimy może sprawić, że przestaniemy widzieć perspektywę przyszłości. A to za sprawą zbyt intensywnego i dosłownego przeżywania „tu i teraz”! Równie mocno kochamy i nienawidzimy, a posiadamy braki w uczuciach pośrednich, różnych poziomów intensywności. A życie to  w końcu wielka podróż, na różnych wysokościach. Każde miejscem warto traktować jak rękaw powietrzny, który czasem uwiera, doprowadza do drobnych przeziębień, ale cały czas wymuszą przesuwanie się do przodu!

Trochę mniej teraz

Życie na pełnych obrotach: myślę i od razu działam, wpadam na pomysł i już chcę to mieć, podejmuję decyzję
i oczekuję natychmiastowych rezultatów, płacę i wymagam
. A gdyby tak rano chwilę dużej robić kawę, spienić mleko do końca, dopić ciepłą do ostatniej kropli – co by się stało? Czy świat przestałby istnieć, mąż odszedł, a w pracy zastapił ktoś inny?  Czasem mała zmiana scenariusza pozwala znowu złapać oddech, poczuć smak oraz usłyszeć siebie!

Zbyt wysokie oczekiwania wobec „teraz” mogą doprowadzić do „utraty” wzroku i słuchu. W końcu równie atrakcyjne może okazać się „kiedyś”, a chwilę obecną warto potraktować jako spacer przed marszem, marsz przed biegiem. Żyjąc z dużym naciskiem na „teraz” traci się możliwość płynnego przejścia i spacer zamienia się w bieg, co ostatecznie doprowadza do kontuzji fizycznej i załamania kondycji duchowej. Kiedyś zastanawiałam się jaka sprawa jest najważniejsza w życiu i trafiłam na taką odpowiedź: Zapytano mędrca, która jest najważniejsza godzina w życiu, który człowiek jest najbardziej znaczący, którego w życiu spotkał i które dzieło jest najbardziej konieczne. Oto jego odpowiedzi: najważniejszą godziną jest zawsze godzina obecna, najważniejszym człowiekiem jest zawsze ten, którego właśnie spotkałem, najbardziej koniecznym dziełem jest zawsze miłość. [Mistrz Eckhart] 

 

W propagowanej filozofii „tu i teraz” można się łatwo zaplątać jak w wiosenną, pajęczą sieć. Uwięzione oraz wyjałowione ciała i dusza od nowa trzeba będzie nauczyć oddychania, chodzenia i odczuwania. Dlatego z pozoru negatywnie postrzegany krok wstecz, cisza w tłumie mogą pomóc usłyszeć siebie, a dystans do miejsc oraz cierpliwość wobec czasu zaspokoić głód serca – tego właśnie sobie i Wam życzę!

ZOBACZ TAKŻE