Polskie pomadki matowe na zimę

Matowe pomadki pokochałam przede wszystkim za to, że pozostają na ustach, a nie kubkach, szalikach czy twarzach moich bliskich. A feee! Nigdy tego nie lubiłam, może dlatego tak długo dojrzewałam do szminek. Pierwszą matową pomadkę dostałam od przyjaciółki na urodziny o tę właśnie kolor nr 417. Gdy pokochałam jej aksamitne wykończenie na ustach zaczęłam poszukiwać nowych kolorów.

Dziś zebrałam 10 ważnych dla mnie cech matowych pomadek zimą.

Poszukiwania rozpoczęłam od polskich marek, które nie dość, że dorównują wykończeniem zagranicznym koncernom to są w znacznie przystępniejszej cenie do ok. 20 zł.

W moje ręce wpadło, aż 6 bardzo ciekawych matowych pomadek w kredce 2w1 z konturówką marki Hean. Na większe wyjścia rzadko sięgam po produkty wielofunkcyjne (2w1, 3w1 ect.), zawsze miała wątpliwości, co do ich skuteczności. A tutaj bardzo miło się zaskoczyłam! Pomadki świetnie sprawdzają się na co dzień, gdy ostatnie szlify makijażu wykonujemy w samochodowym lusterku.

Dodatkową zaletą pomadek okazała się obecność w składzie masła shea, która ma zbawienny wpływ na moje często suche usta.

Pomimo ścierania się kształtnego pisaka, którym dobrze konturuje się usta można w prosty sposób przywrócić mu właściwy kształt za pomocą ogólnodostępnej temperówki do grubych kredek.

Bardzo lubię na ustach efekt ombre, osiąganie którego ułatwiły mi matowe pomadki z konturówką 2w1. Dodatkowo dzięki swojej atrakcyjnej cenie można od razu zaopatrzyć się w kilka kolorów, co sprawiło, że zaczęłam bawić się codzienny makijażem usta.

Bardzo miłym zaskoczeniem dla mnie okazały się jasne odcienie od 01-03, po które nie sięgnęłabym tak szybko, gdyby cena pomadek była wyższa. Dodatkowo odmieniły mój zimowy makijaż, który ze względu na jasną karnację jest bardziej stonowany. Pomadki w odcieniu nude doskonale go uzupełniają.

Okazało się również, że jaśniejsze kolory od 01-04 są trwalsze, wolniej się ścierają i nie przenoszą z taką łatwością na inne przedmioty i osoby, co sprawiło, że zaczęłam po nie sięgać jeszcze częściej właśnie zimą – ze względu na często zakładane grube szale i golfy.

Nienachalny zapach to coś czego szukam w kosmetykach do codziennej pielęgnacji ciała i makijażu. Zdecydowanie wolę pachnieć ulubionymi perfumami niż proszkiem do prania czy perfumeryjnymi kosmetykami. Zapach, który chciałabym, aby już na zawsze towarzyszył mi na ustach to lekka i przyjemna nuta  kojarząca się z świeżością – dla mnie to „mokre zapachy” np. porannej rosy, mokrej truskawki. To zapachy, za którymi tęsknię zimą.

Wieloletnia pasja z „piórem” sprawia, że gdy mam do czynienia z podobnymi formami jak wspominane wcześniej pomadki matowe w kredce mam ochotę zakładać nakrętkę na tył kredki. Nie polecam tego robić, ponieważ w tym przypadku w nakrętce na stałe ugrzęzła końcówka kredki, za pomocą której ją wysuwamy. Mechanizm na szczęście zostaje sprawny, ale nakrętki nie da się już nałożyć na kredkę, co utrudnia jej przechowywanie.

Na wielkie wyjścia, do których na przygotowanie z reguły mam więcej czasu lubię sięgać po bardziej czasochłonny, ale i efektowny duet konturówki z pomadką w płynie innej polskiej marki. Z efektu na ustach, aż chce się krzyknąć „OH! my LIPS” – nadaje jednoznaczny i równy kształt moim ustom, satynowy wygląd i wypełnia je mocno napigmentowanym kolorem, który scala się z ustami nie pozostawiając łatwo ścieralnej warstwy na ich powierzchni. Ten zestaw to nowość marki, która dostępna będzie w drogeriach sieciowych od marca.

Ciekawa jestem Waszych polskich propozycji matowych pomadek w przystępnej cenie. Odkąd wiem, że ta forma pomadki jest dla mnie nie przestaję eksperymentować. Zostawcie proszę w komentarzach swoje rekomendacje.

 

 

ZOBACZ TAKŻE